c.d.n.
----------------------
no i nastąpił.
wydaje się trochę dziwne, że po takiej przerwie zacznę od pisania o przyszłości.
oh well.
a napiszę, bo jest o czym.
jest bardzo prawdopodobne iż 2013 będzie rokiem mojego debiutu na open'erze. oczywiście w roli słuchacza/odbiorcy/fana :) karnet na 4 dni koncertowego szału już kupiony, teraz tylko pół roku czekania.
qotsa i kings of leon - hell yeah!
przy okazji zobaczę także... morze ^^
nie mogę się doczekać (i sam się sobie nie dziwię).
dodatkowo - w marcu lao che i coma w eterze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eter. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 stycznia 2013
poniedziałek, 17 grudnia 2012
coma, eter
popłynąłem. mocno.
pogo, ściany, headbanging like a motherfucker.
darcie mordy, skakanie, klaskanie.
skupienie, emocje, dreszcze, niekontrolowane tiki.
----------------------------------------------------------
chciałem zreperować świat,
a oto widzę, że sam
jestem jednym z tych
cholernych drani i świń.
szeroka droga
nie była moja.
jasna siła
utracona.
dopiero teraz wiem jak nisko upada
kto nie wypełnił swego czasu w pokorze.
oto, dlaczego tak się obawiam,
że za minutę trzeba
będzie wstawać i żyć.
zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków,
niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu,
z nieodwracalnym skutkiem burzą trwały senny azyl
i oto trzeba będzie dumnym krokiem iść bez twarzy...
w kolejny dzień.
----------------------------------------------------------
znowu chcę więcej.
pogo, ściany, headbanging like a motherfucker.
darcie mordy, skakanie, klaskanie.
skupienie, emocje, dreszcze, niekontrolowane tiki.
----------------------------------------------------------
i niby wszystko jest
tak jak powinno być,
za chwilę zbudzi mnie
szary świt,
tylko, dlaczego ja
z takim nieludzkim strachem
nie potrafię.
trudno to zrozumieć, lecz nic
nie daje siły by żyć,
jakaś misterna część
w konstrukcji zdarzeń
pękła.
tak jak powinno być,
za chwilę zbudzi mnie
szary świt,
tylko, dlaczego ja
z takim nieludzkim strachem
nie potrafię.
trudno to zrozumieć, lecz nic
nie daje siły by żyć,
jakaś misterna część
w konstrukcji zdarzeń
pękła.
chciałem zreperować świat,
a oto widzę, że sam
jestem jednym z tych
cholernych drani i świń.
szeroka droga
nie była moja.
jasna siła
utracona.
dopiero teraz wiem jak nisko upada
kto nie wypełnił swego czasu w pokorze.
oto, dlaczego tak się obawiam,
że za minutę trzeba
będzie wstawać i żyć.
zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków,
niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu,
z nieodwracalnym skutkiem burzą trwały senny azyl
i oto trzeba będzie dumnym krokiem iść bez twarzy...
w kolejny dzień.
prorocy porzygali się i śpią,
poeci umierają w grobach strof.
...
poeci umierają w grobach strof.
...
ginie nadzieja i moc,
rośnie apetyt na zło.
zwyciężą ci, co nienawiścią silni
szydzą z innych.
nad miastem wyrósł jak krzyk
i zamknął drogę do gwiazd,
ogromny wstyd i strach przed ciszą.
eteryczną.
...
mimo że zgubiłem się,
mimo że zabrnąłem w mrok,
wymieszałem z błotem krew,
ocaleję mimo to.
znowu chcę więcej.
niedziela, 9 grudnia 2012
... a dziś 1/3
a przyjdzie czas,
przyjdzie próby czas
żałuję że nie piszę. tyle się dzieje. 3 grudnia liczyłem na rozwiązanie języka, ale jakoś nie nadeszło.
przyszło tydzień później - do wysprzątanego pokoju z czerwonymi lampkami na oknie i do szczęśliwego, i w miarę wypoczętego mnie.
zacznę może od dwóch mega koncertów na które udało mi się wyjść.
kamp!/rebeka (eter, wrocław)
skoro otworzyłem się na inne style muzyczne serwowane z głośników, czas było udać się na nie rockowy koncert. wybór był idealny.
poznański duet wypadł bardzo dobrze (znacznie powyżej moich oczekiwań), mają szansę odnieść sukces na arenie między światowej. czekam na materiał studyjny (a zwłaszcza na piosenkę fivefivefive)
kamp! mówiąc delikatnie - nie zawiódł. zagrali hity 'cairo' i 'sulk', a na deser ponad 10 minutową wersję 'breaking a ghost's heart'. miodzio.
koncert odbył się w dzień premiery ich krążka i trwał ponad 2,5h.
---------------------------------------------------
rockowe konfrontacje (hala stulecia, wrocław)
na kim nowaka się spóźniłem. oh well.
następnie grał jelonek. była to moja druga wizyta na ich koncercie i odczucia mam bardzo odmienne. grudniowy koncert okazał się troszkę nudny. bronił się materiał stworzony przez nich, natomiast metalowo-skrzypkowe przeróbki znanych melodii nie przekonywały mnie już wcale.
po jelonku na scenę weszły luxy. i to była prawdziwa porażka. pięciu chłopa na scenie, żadnego ruchu, wokalista w kaszkietówce naciągniętej na oczy, kurtce zimowej i z rękoma w kieszeniach. masakra. do tego jakieś wonty do ochrony. muzycznie - 95% czasu to też nuda. podobała mi się tylko piosenka z wilkami w tytule. generalnie - mój pierwszy i ostatni koncert chujtorpedy.
następnie śpiewak czesio - największe zaskoczenie wieczoru. także pierwsza, lecz zdecydowanie nie ostatnia wizyta na jego występie. bardzo zróżnicowany set - od ciężkich, wręcz metalowych kawałków, przez spokojne dźwięki 'śpiewa miłosza' po totalny chaos i rozpierdol na scenie. wow.
moja osobista gwiazda wieczoru - hey. kasia jak zwykle doskonała, nowy materiał brzmi nieziemsko. znowu poczułem to coś.
ekstaza.
uniesienie.
rozkosz.
kocham, uwielbiam i czekam na jeszcze.
pisk kasi na 'wilk vs. kot' - miazga totalna.
-----------------------------------------
... a dziś - coma (eter, wrocław)cieszę się niemiłosiernie że mogę iść. 'czerwony album' już przesłuchany, do 19:00 przypomnę sobie resztę albumów.
gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd
już teraz wiem że popłynę. tak jak na majówce, lub nawet bardziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

